* Miesiąc później *
- Jorge –
Właśnie skończyły się koncerty, smutne, ale prawdziwe. Martina byłą jakaś przygnębiona po swoich urodzinach. Wiedziałem że ma to związek z Peterem. Kiedy byliśmy na lotnisku a Stephie rozmawiała z Mechi, Albą i Cande podszedłem do Tini.
- Coś nie tak? Jesteś jakaś smutna.
- Nie nic, to tylko zmęczenie po koncertach.
- Tini, znam Cię i wiem, że coś jest na rzeczy. Mi możesz powiedzieć, przecież jestem Twoim przyjacielem.
- No… - zaczęła. – Kiedy miałam urodziny nie było przy mnie Petera a życzenia złożył mi 2 dni później! – Martina wtuliła się w mój tors i zaczęła płakać. Po chwili jednak odsunęła się ode mnie, bo ludzie zaczęli się gapić. Do mnie podeszła Stephie, pociągnęła mnie trochę dalej, w miejsce gdzie nie było ludzi.
- Co jej jest?
- Peter.
- Wiedziałam! Ona przez niego się wykończy. Niby jej chłopak, a w ogóle się nią nie opiekuje. Ty za to jesteś inny – pocałowała mnie i poszliśmy do reszty. Po chwili szepnąłem do Mercedes.
- Wiedziałaś?
- Yhym. Dla niej to trudne, więc trzeba jej pomóc – zaczęła. – Wiesz co? Ja na jej miejscu rzuciłabym tego Petera i już! Przecież nie może ciągle być taka… no taka…
- Przygnębiona?
- Z ust mi to wyjąłeś.
- Martina –
Widziałam, jak Jorge rozmawiał o czymś z Mechi. Pewnie o mnie. Super, znowu prze ze mnie muszą się denerwować. Po chwili wszyscy usłyszeliśmy dźwięk: Proszę udac się do wejścia 5 za 15 minut odbędzie się odprawa a potem lot do Buenos Aires. Szybko wykonaliśmy polecenie i udaliśmy się do wyznaczonego miejsca. Po 15 minutach byliśmy już w samolocie. Ja usiadła z Mechi, Cande z Albą, Stephie z Clarą, Jorge z Diego, Facu z Rugo, a Samu sam. Mercedes za wszelka cenę chciała coś ze mnie wyciągnąć, ale byłam nieugięta. Założyłam słuchawki na uszy i rozkoszowałam się muzyką. Mechi zrezygnowana zaczęła czytać książkę.
* 5 godzin później *
- Cande –
Byliśmy już na lotnisku. Tak cieszyłam się, że jesteśmy już na miejscu. W naszym rodzinnym mieście! Razem z Ruggero trzymając się za ręce poszliśmy do pobliskiej kafejki. Rugo komplementował mnie i prawił ciepłe słówka, a ja dostałąm rumieńców na twarzy.
- Pięknie się rumienisz – powiedział. A ja wyglądałam jak burak.
- Oj już przestań – odpowiedziałam speszona. Po chwili zadzwoniła do mnie Alba.
- Halo?
- Hej Cande. Martina powiedziała, że mamy przyjść do tymczasowego hotelu, no wiesz, który.
- Wiem, wiem. Ale w jakiej sprawie?
- Nie powiedziała, ale mamy tam być.
- Okej, zaraz będziemy. – Odłączyłam się i spojrzałam na Ruggero. – Chyba z naszej randki nici.
- Czemu.. tak chciałem poczuć smak Twojej szminki – chłopak zaczął przysuwać się do mnie, ale w porę umknęłam od pocałunku.
- Mamy iść do hotelu bo Martina chciała nam coś powiedzieć i już mówię, że nie wiem co.
- No dobrze chodźmy. Ale dasz mi buziaka prawda?
- Tak – pocałowałam namiętnie jego usta i jego język powoli wpychał się do mojej buzi, ale ja nie dałam się i odkleiłam się od niego. – Eee, nie zasłużyłeś. Chodźmy.
Po chwili byliśmy na miejscu. Gdy weszliśmy do środka, koło recepcji było już sporo naszych znajomych.
- Martina –
Kiedy Cande i Ruggo przyszli ruchem ręki pokazałam, że wszyscy mają iść za mną. Po chwili znajdowaliśmy się w małym holu. Weszłam na podest stojący tam.
- Słuchajcie, chciałam Was zaprosić na imprezkę, którą będę organizowała jutro od godz.17.00 Bedzie tutaj – Pokazałam im, że za ścianą, którą można odsunąć znajduje się kuchnia i barek. Po minach osób zauważyłam, że pomysł im się podoba. Nie przedłużając powiedziałam im, że nie mają przynosić przekąsek, bo będą tutaj. Już po chwili wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Ja także udałam się do swojego. Otworzyłam drzwi i od razu położyłam się na łóżku. Zaczęłam myśleć nad swoim życiem i związkiem z Peterem. Czy mam go zakończyć?
--------------------------------------------
Dam dam dam - Pierwszy rozdział!!! Fajny? I od razu przepraszam, że nie o Leonettcie, ale miałam chęć pisać o Martinie i Jorgeee. Zobaczymy co będzie na imprezce! Czekajcie na rozdział 2 !!!
Fajny rozdział :)
OdpowiedzUsuńZapraszam :* --> http://jeslikochasztomowx.blogspot.com/
już wchodzę :)
Usuń