piątek, 29 maja 2015

Rozdział 4 - Leć

- Jorge –
Szedłem sobie spokojnie chodnikiem aż w pewnym momencie wpadła na mnie Martina. Spojrzała na mnie zapłakanymi oczami i przytuliła mnie.
- Tini, co jest? – domyśliłem, się, ze chodzi o Petera, ale wolałem się upewnić. Ona tylko na mnie spojrzała.
- Ja… zzerwałam z Peterem – gdy to powiedziała, jeszcze bardziej się rozpłakała.
- Ćśśś. Nie płacz. Usiądźmy na ławce i wszystko mi opowiesz.
- No więc, poszłam do Ppetera i chciałam go pprzeprosić, ale on ppowiedział, ze chciałam się tylko z Ttobbą pocałować, bbo go nie bbyło - mówiła przez łzy.
- A ty co o tym myślisz? – zapytałem, bo nie wiedziałem, ze Peter tak myślał.
- Nie wiem. Ale przecież ja Cię nie kocham. Jesteśmy przyjaciółmi – powiedziała ze spuszczoną głową. Ja podniosłem jej podbródek.
- Zawsze będziemy przyjaciółmi. Najlepszymi Przyjaciółmi – pocałowałem ją w policzek i mocno przytuliłem.
- Dziękuję. Ja już pójdę, bo dziewczyny będą się martwić – powiedziała Martina po uścisku.
- Leć – Uśmiechnąłem się. To miło, że mogę jej pomóc.
- Martina –
Wróciłam do hotelu, ale nikogo nie było. Dziwne. Wzruszyłam ramionami i weszłam do pokoju. Od razu położyłam się na łóżku bo byłam bardzo zmęczona. Zaczęłam myśleć o swoim życiu. Dobrze zrobiłam zrywając z Peterem. Z zmyśleń przerwał mi dźwięk SMSa. 
Od Jorge:
Mogę do Ciebie przyjść? Nudzi mi się.
Do Jorge:
A gdzie jest Stephie.?
Od Jorge:
Poszła na zakupy. To mogę przyjść?
Do Jorge:
Jasne c:
Odłożyłam telefon i czekałam. Po 2 minutach chłopak już był. W sumie mieszka centralnie na de mną i tylko musiał pojechać windą.
- Jestem – powiedział wchodząc do pokoju.
- Wchodź – pokazałam ręką, żeby wszedł. – Too, co Cię sprowadza?
- Tak po prostu niemiałem co robić, więc przyszedłem. A co nie mogę? – zaśmiał się. Lubię jego poczucie humoru. To najlepszy Przyjaciel na Świecie.
- Wiesz, jak w chodziłam do pokoju to nie widziałam nikogo, a  zawsze kręciła się Mechi z Alba albo chłopacy. A teraz pusto.
- Dziwne. Może są zmęczeni?
- Czym? – czy Jorge coś o tym wie?
- Nie wiem – wzruszył ramionami. Ja zaczęłam coś sprawdzać w iPhonie, a po chwili coś uderzyło mnie w głowę. – Ał! Tak chcesz się bawić?! No to zaczynami bitwę na poduszki!!!
Biegaliśmy po całym pokoju i hałasowaliśmy, aż przyszedł recepcjonista z dołu. Trochę na nas nakrzyczał, ale nie było źle. Zmęczeni bitwą walnęliśmy się na łóżko. Po tym wszystkim zaczęliśmy się śmiać.
- Czy my jesteśmy z jakiegoś wariatkowa?!  - zapytałam przez śmiech.
- A na to wygląda?
- Chyba tak. Heh.

Nastała cisza. Nasze oczy zetknęły się i coraz bardziej zbliżaliśmy się do siebie. Zostało kilka milimetrów by się złączyły…
--------------------------------------
Tak jak napisałam wcześniej rozdział jest! Jestem taaakaaa szczęśliwa, ze dostałam się do tej klasy! A co do rozdziału: Czy Jortini się pocałuje? I dlaczego nikogo nie było? Tego dowiecie się już niedługo!

DOSTAŁAM SIĘ!!!

Dostałam się, dostałam się, dostałam się! Dostałam się do klasy dwujęzycznej w gimnazjum!!!! Hurra!!!!! Dlatego dzisiaj dodam nowy rozdział!!! Tylko szkoda, że tylko 1 osoba jest, która to czyta :( . Ale nie mogę się smucić skoro taki fajny dzień!!! Jeszcze moja sis się dostała, ale nie dostała się moja koleżanka. Szkoda.











PS. Wie ktoś jak się wybić z blogiem?

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 3 - Zrywam z tobą!


- Martina -
Gdy usłyszałam głos Petera odskoczyłam jak poparzona od Jorge.
- To nie tak jak myślisz! – chciałam za nim pobiec, ale on już wyszedł.
- Nie warto – pocieszała mnie Mechi.
- Ale to mój chłopak! – łzy cisnęły się mi to oczu a po chwili poleciały ciurkiem po policzkach. – przepraszam Cię Jorge, mogłam nie zgadzać się, na ten pocałunek. To moja wina.
- To nie Twoja wina. Ja się zgodziłem na to wyzwanie.
- To jest niczyja wina! – krzyknęła Stephie. – Teraz trzeba wymyślić coś, żeby Peter Ci uwierzył.
- Dobrze, ale bawmy się dalej. Nie możecie się martwić prze ze mnie.
Wszyscy zrobili tak jak kazałam.
- Następnego dnia –
Spotkajmy się.
M.
Napisałam sms do Petera.  Boję się jego odpowiedzi. Bo wiem, ze teraz może mi nie zaufać.
Nie.
P.
Dlaczego taki jesteś? Chcę ci tylko to wyjaśnić.
M.
Nie odpowiada mi już 10 minut. Nie wiem, co myśleć.
Dobrze. Przyjdź do mnie za 10 minut.
P.
Szybko, zrobiłam makijaż i poszłam do pokoju nr 353. Chwilę stałam przed nim, bo bałam się. Po prostu się bałam. Chwilę później zapukałam. Usłyszałam ciche Proszę, po czym weszłam.
- Jestem.
- Usiądź – Peter wskazał krzesło obok stołu. Usiadłam na wyznaczone miejsce.
- Peter…
- Ćsss.
- Eeee. A co to ma znaczyć?
- Pomyśl, co chcesz mi powiedzieć. Pomyśl.
Nie rozumiałam go trochę, ale zrobiłam to, co mi kazał.  Nie wiedziałam ile ta cisza ma trwać, więc po 5 minutach zaczęłam mówić.
- Ja wiem, że to, co zobaczyłeś nie było fajne, ale to nie tak jak myślisz.
- Każdy tak mówi – prychnął. No nie mogę. Ja chcę go przeprosić, a on takie coś odwala?! – Tylko wiesz, co mnie naprawdę dziwi?
- … Co?
- To, że Stephie to widziała! I nic sobie z tego nie robiła!
- Graliśmy w butelkę, to było tylko wyzwanie! A ona się zgodziła!
- A ty to zrobiłaś, bo nie było mnie, prawda? – chciałam cos powiedzieć, ale on był szybszy. – Bo wiedziałaś, że gdybym tam był, to bym Ci nie pozwolił!
Nie wiedziałam co powiedzieć. Po prostu mnie zatkało. Bałam się go. Jeszcze nigdy nie widziałam, go w takim stanie. A jeśli to prawda, że jednak zgodziłam się na ten pocałunek, bo JEGO nie było? Nie, nie, nie. Już sama nie wiem. Spojrzałam na niego i chyba się uspokoił, ale ja jako, ze najpierw mówię wybuchłam.
- Ja przychodzę do ciebie z przeprosinami, a ty takie cos odstawiasz?! Myślałam, ze znam mojego chłopaka!
- Martina uspokój się! – nie powiedział zdrobnienia mojego imienia. – Przed chwilą chciałem Ci wybaczyć.
- Ale ja chyba tobie nie. Wiesz, to dziwne, że nie mogłeś przyjechać wcześniej, a wczoraj przyjechałeś, akurat w tamtym momencie! Masz jakiegoś detektywa, czy co?! Potrzebowałam cię, a ty się nie pojawiłeś. – Już miałam wychodzić, ale usłyszałam jego głos.
- narrator –
- Proszę zostań!- zawołał.
- Nie byłeś ze mną w jednym z najważniejszych dni mojego życia! – łzy zaczęły spływać jej po policzkach.
- Dobrze wiesz, że nie mogłem.
- Nawet nie złożyłeś mi życzeń!
- Złożyłem!
- 2 dni po! Jesteś najgorszy! Nienawidzę Cię!
- Wysłuchaj mnie, chociaż!
- Nie! I wiesz, co? Zrywam z tobą!
- To zbyt pochopna decyzja, przemyśl ją!
- Zapomnij o mnie.
Dziewczyna odeszła, a on został w pokoju. Zrobił głupstwo i wiedział, że zbyt szybko nigdy mu nie wybaczy, ale będzie o nią walczyć.
 - Martina -
 Pobiegłam, w stronę parku – tam gdzie wszystko się zaczęło. Po co z nim byłam? Jeszcze kilka lat temu robiłam sobie z nim zdjęcie i prosiłam o autograf. Byłam z nim szczęśliwa, ale to już minęło. Pewnie sam chciał być ze mną, bo jestem sławna.  Biegłam i biegłam, aż nagle… zderzyłam się w znanym dla mnie chłopakiem. Spojrzałam w jego szmaragdowe oczy i… przytuliłam się. Potrzebowałam tego. Bardzo zabolało mnie to, jak potraktował mnie Peter.
----------------------------
Heja! Jest 3 rozdział! Napisałam go wczoraj, ale musiałam potem iść spać. Tak w ogóle dodałam blokadę na kopiowanie (sorry), bo ten gif to musiałam sama zrobić, bo nie mogłam znaleźć! W ogóle zastosowałam to, żeby nie kopiować tego co piszę. A i pewnie zauważyliście że końcówką jest z prologu. Musiałam tylko trochę pozmieniać m.in. w prologu ten chłopak ( czyli Peter) został na ławce a nie w pokoju, ale jak bym teraz tak zrobiła, to by się nie kleiło. W każdym razie wiecie o co chodzi :) Dobra ja już kończę bo jutro mam egzamin!!!

niedziela, 24 maja 2015

.

... Wiem, wiem, nie ma nowego rozdziału, a tyle inf ( dobrze napisałam? xd). Po prostu nie mam CZASU. Musiałam zrobić prezentację na polaka, byłam dzisiaj w Mosinie na biegach, a najbardziej straszną rzeczą jest to, że w środę mam test do klasy dwujęzycznej w gimnazjum! Bardzo się boję i muszę się przygotować. Jeśli dzisiaj skończę prezentację, to zacznę pisać rozdział 3. Jak na razie to tyle.

wtorek, 19 maja 2015

Strony

Hej! ( Znowu dziś) Dodałam stronę z rozdziałami teraźniejszego opowiadania. Teraz wiadomo jak się nazywa: ,, Miłość w realu cz w serialu?'' Wiem, sensowniej byłoby napisać najpierw w serialu a potem w realu bo pisze o nich jakby z reala a nie w serialu. ale tak się rymowało bardziej, no. Więc, tak no, nie wiem co pisać. W ogóle dzięki ci Rox xy, że czytasz mój blog ( chyba jako jedyna). A1 Jeszcze chciałam powiedzieć, ze wczoraj albo przedwczoraj odblokowałam komentarze dla anonimów. Dlatego jeśli czytasz ten post i jesteś anonimem, to pozostaw po sobie ślad i daj koma!!!
Komentarz = MOTYWACJA, MOTYWACJA, MOTYWACJA!

Zakładki

Heja! Dodałam nowe zakładki z blogami, które czytam! Może jest tam Twój blog? Jeśli tak, to wiedz, że codziennie czytam Twój blog i bardzo mi się podoba. Na razie jest ich 8, ale może być ich więcej :D

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 2 - Co to ma znaczyć?!

* Następnego dnia, godz.15.00 *
- Martina -
Właśnie szykuję się na imprezę, przyszły do mnie Mechi, Cande i Alba i wszystkie zaczęły mnie pytać o związek z Peterem. Nie chciałam im nic mówić, to jest moja sprawa i one nie powinny się wtrącać.
- Zróbmy sobie makijaż za 2 godz. Impreza – zmieniłam temat.
- Nie wymiguj mi się tu – spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem Mercedes. – No, ale dobra. Zróbmy sobie ten makijaż.
Po godzinie wszystkie byłyśmy gotowe. Poszłyśmy do miejsca Party i zaczęłyśmy szykować stół, i inne rzeczy. Po pół godzinie wszystko było gotowe.
- No, to teraz tylko czekać na gości – poinformowała Alba. Chwilę potem usłyszałyśmy pierwszy dzwonek. Otworzyłam drzwi, w których stał Jorge ze Stephie.
- Wejdźcie – powiedziałam i uśmiechnęłam się do nich.  Po kilku minutach zaczęli schodzić się inni. O 17.00 byli już wszyscy.
- Skoro już jesteśmy wszyscy, to może na początek... - chwilę myślałam, co by tu można na początek imprezy zrobić. - może karaoke?
- Tak, yhy, super! - mówili inni.
- Dobra, ale ja zrobiłam tak, że losujemy duety. Po kolei podałam osobom. Cande zaśpiewa z Samu, Alba z Facu, Stephie z Ruggo, Mechi z Diego, a ja z Jorge! Cieszyłam się bo nasz duet w serialu jak i w realu jest, no... fajny? Tak, fajny.
- To, kto zaczyna? - zapytałem. Wszyscy mówili, że ja i Jorge. My się zgodziliśmy, jak mus to mus. W sumie nawet spoko. Weszliśmy na scenę i zaczęliśmy śpiewać ,, Podemos''

No soy ave para volar
Y en un cuadro no sé pintar
No soy poeta, escultor
Tan sólo soy lo que soy
Las estrellas no sé leer
Y la luna no bajaré
No soy el cielo, ni el sol
Tan sólo soy

Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr, prueba imaginar

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar iee eé
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.

No soy el sol que se pone en el mar
No sé nada que esté por pasar
No soy un príncipe azul
Tan sólo soy

Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr (lo puedes lograr...), prueba imaginar

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción

No es el destino
Ni la suerte que vino por mí
Lo imaginamos y la magia te trajo hasta aquí

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeey
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.

Na końcu patrzyliśmy sobie w oczy chyba z 5 sekund. Trochę zawstydzeni zeszliśmy z małej sceny (która była w tym pomieszczeniu), kiedy usłyszeliśmy brawa. Jorge poszedł do swojej dziewczyny i ją pocałował, a ja do Cande , Mechi i Alby. Czemu czułam się dziwnie? Czyżbym się... nie to niemożliwe. Zakochałam się w Jorge?!?!?! Ja mam chłopaka! Okej, już nie użalam się nad sobą. Potem śpiewali inni, a następnie Mechi powiedziała:
- Zagrajmy w butelkę!! - na początku mało osób chciało, no ale dobra zgodziliśmy się. Pierwsza kręciła Stephie. Wypadło na Mechi.
- Tak chciałam, żeby na ciebie wypadło! Dobra ok. to pytanie czy wyzwanie?
- Zawsze wybierałam wyzwanie, więc.. niech będzie pytanie.
- No dobra. To może.. może. Trudne to. Hm.... o już wiem! Czy ciągle kochasz Xabiego? - wszyscy spojrzeliśmy na nią. Ciekawe, co odpowie - TAK czy NIE?
- Em no... - zacięła się. Wiedzieliśmy już, że go nie kocha. - No e.... dobra muszę powiedzieć prawdę. Nie kocham go, ale chyba mu to nie powiecie? - Facu włączył komórkę i chciał zrobić kawał Mercedes. - Ej!
- No już dobrze, chciałem ci zrobić tylko żart.
- Phi! - Udała obrażona i zakręciła butelką. Wypadło na Jorge.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Niech będzie wyzwanie.
- Hm... o już wiem hy hy hy -zobaczyliśmy jej złowieszcze iskierki w oczach. To nie wróżyło nic dobrego. - Pocałuj się z... Tini!
- Co?! - Krzyknęliśmy razem.
- No, co? Jakoś w serialu wszystko było w porządku. Przecież to tylko pocałunek na niby.
- No dobra mogę, ale tylko jak Stephie się zgodzi - Powiedziała. Miałam na dzieję, ze się właśnie Nie zgodzi. Na marne.
- Możecie, przecież jest na niby, a wy nic do siebie nie czujecie.
- Ale jeszcze jedno! - Co ta Mechi jeszcze wymyśli!? - z języczkiem hy hy.
- Ugh.
Musieliśmy to zrobić, bo Mechi jest nieugięta. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i wolno przysuwaliśmy się do siebie. Nasze wargi złączyły się. Poczułam… motylki w brzuchu. Czy ja się w nim… zakochałam?! Nie, nie, nie. No jeszcze języki. Tak, wepchnął swojego w moje usta i w tym momencie…

- Martina?!!! Co to ma znaczyć?! 

------------------------------
Rozdział 2! Pocałunek Martiny i Jorge! No na niby, ale co z tego wyniknie? I kto niespodziewanie przyszedł?  W ogóle oglądam sobie teraz Violettę!!! Leonetta pogodziła się! Chociaż szkoda, ze są tylko przyjaciółmi. Ale to nic.    Komentarze mile widziane! :)

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 1 - Związek z Peterem

Jestem Martina, Martina Stoessel, gram grałam w serialu Violetta, który jest znany na całym świecie. Skończyliśmy kręcić wszystkie odcinki i zaczęliśmy trasę Koncertową – Violetta Live. Byłam bardzo podekscytowana, ponieważ była to OSTATNIA TAKA TRASA. Trochę to smutne, ale przecież wszystko ma swój kres. 21 marca –  MOJE URODZINY! To było takie ekscytujące, w pewnej chwili podczas koncertu na scenie przywieziono tort z piękną świeczką 18 . Nie mogłam uwierzyć, że wszyscy tak się postarali, dzieci na widowni wymachiwały fioletowymi kartkami i krzyczały Feliz cumple Tini! Byłam bardzo wzruszona, to były moje najlepsze urodziny w  życiu! … No tak, ale nie było na nich jednej z najważniejszych osób w moim życiu – Petera. Wiedziałam, że nie może przyjechać, ale jednak byłam smutna. Tego dnia nawet nie złożył mi życzeń! No dobra zadzwonił, ale 2 dni później! W sumie, chociaż coś, ale i tak byłam smutna.
* Miesiąc później *
- Jorge –
Właśnie skończyły się koncerty, smutne, ale prawdziwe. Martina byłą jakaś przygnębiona po swoich urodzinach. Wiedziałem że ma to związek z Peterem. Kiedy byliśmy na lotnisku a Stephie rozmawiała z Mechi, Albą i Cande podszedłem do Tini.
- Coś nie tak? Jesteś jakaś smutna.
- Nie nic, to tylko zmęczenie po koncertach.
- Tini, znam Cię i wiem, że coś jest na rzeczy. Mi możesz powiedzieć, przecież jestem Twoim przyjacielem.
- No… - zaczęła. – Kiedy miałam urodziny nie było przy mnie Petera a życzenia złożył mi 2 dni później! – Martina wtuliła się w mój tors i zaczęła płakać. Po chwili jednak odsunęła się ode mnie, bo ludzie zaczęli się gapić. Do mnie podeszła Stephie, pociągnęła mnie trochę dalej, w miejsce gdzie nie było ludzi.
- Co jej jest?
- Peter.
- Wiedziałam! Ona przez niego się wykończy. Niby jej chłopak, a w ogóle się nią nie opiekuje. Ty za to jesteś inny – pocałowała mnie i poszliśmy do reszty. Po chwili szepnąłem do Mercedes.
- Wiedziałaś?
- Yhym. Dla niej to trudne, więc trzeba jej pomóc – zaczęła. – Wiesz co? Ja na jej miejscu rzuciłabym tego Petera i już! Przecież nie może ciągle być taka… no taka…
- Przygnębiona?
- Z ust mi to wyjąłeś.
- Martina –
Widziałam, jak Jorge rozmawiał o czymś z Mechi. Pewnie o mnie. Super, znowu prze ze mnie muszą się denerwować. Po chwili wszyscy usłyszeliśmy dźwięk: Proszę udac się do wejścia 5 za 15 minut odbędzie się odprawa a potem lot do Buenos Aires. Szybko wykonaliśmy polecenie i udaliśmy się do wyznaczonego miejsca. Po 15 minutach byliśmy już w samolocie. Ja usiadła z Mechi, Cande z Albą, Stephie z Clarą, Jorge z Diego, Facu z Rugo, a Samu sam. Mercedes za wszelka cenę chciała coś ze mnie wyciągnąć, ale byłam nieugięta. Założyłam słuchawki na  uszy i  rozkoszowałam się muzyką. Mechi zrezygnowana zaczęła czytać książkę.
* 5 godzin później *
- Cande –
Byliśmy już na lotnisku. Tak cieszyłam się, że jesteśmy już na miejscu. W naszym rodzinnym mieście! Razem z Ruggero trzymając się za ręce poszliśmy do pobliskiej kafejki. Rugo komplementował mnie i prawił ciepłe słówka, a ja dostałąm rumieńców na twarzy.
- Pięknie się rumienisz – powiedział. A ja wyglądałam jak burak.
- Oj już przestań – odpowiedziałam speszona. Po chwili zadzwoniła do mnie Alba.
- Halo?
- Hej Cande. Martina powiedziała, że mamy przyjść do tymczasowego hotelu, no wiesz, który.
- Wiem, wiem. Ale w jakiej sprawie?
- Nie powiedziała, ale mamy tam być.
- Okej, zaraz będziemy. – Odłączyłam się i spojrzałam na Ruggero. – Chyba z naszej randki nici.
- Czemu.. tak chciałem poczuć smak Twojej szminki – chłopak zaczął przysuwać się do mnie, ale w porę umknęłam od pocałunku.
- Mamy iść do hotelu bo Martina chciała nam coś powiedzieć i już mówię, że nie wiem co.
- No dobrze chodźmy. Ale dasz mi buziaka prawda?
- Tak – pocałowałam namiętnie jego usta i jego język powoli wpychał się do mojej buzi, ale ja nie dałam się i odkleiłam się od niego. – Eee, nie zasłużyłeś. Chodźmy.
Po chwili byliśmy na miejscu. Gdy weszliśmy do środka, koło recepcji było już sporo naszych znajomych.
- Martina –
Kiedy Cande i Ruggo przyszli ruchem ręki pokazałam, że wszyscy mają iść za mną. Po chwili znajdowaliśmy się w małym holu. Weszłam na podest stojący tam.
- Słuchajcie, chciałam Was zaprosić na imprezkę, którą będę organizowała jutro od godz.17.00 Bedzie tutaj – Pokazałam im, że za ścianą, którą można odsunąć znajduje się kuchnia i barek. Po minach osób zauważyłam, że pomysł im się podoba. Nie przedłużając powiedziałam im, że nie mają przynosić przekąsek, bo będą tutaj. Już po chwili wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Ja także udałam się do swojego. Otworzyłam drzwi i od razu położyłam się na łóżku. Zaczęłam myśleć nad swoim życiem i związkiem z Peterem. Czy mam go zakończyć?
--------------------------------------------
Dam dam dam - Pierwszy rozdział!!! Fajny? I od razu przepraszam, że nie o Leonettcie, ale miałam chęć pisać o Martinie i Jorgeee. Zobaczymy co będzie na imprezce! Czekajcie na rozdział 2 !!!

Prolog.

 - Proszę zostań!- zawołał.
- Nie byłeś ze mną w jednym z najważniejszych dni mojego życia! – łzy zaczęły spływać jej po policzkach.
- Dobrze wiesz że nie mogłem.
- Nawet nie złożyłeś mi życzeń!
- Złożyłem!
- 2 dni po! Jesteś najgorszy! Nienawidzę Cię!
- Wysłuchaj mnie chociaż!
- Nie! I wiesz co? Zrywam z tobą!
- To zbyt pochopna decyzja, przemyśl ją!
- Zapomnij o mnie.
Dziewczyna odeszła, a on został na ławce. Zrobił głupstwo i wiedział, że zbyt szybko nigdy mu nie wybaczy, ale będzie o nią walczyć.
 - - -
Pobiegłam, w stronę parku – tam gdzie wszystko się zaczęło. Po co z nim byłam? Jeszcze kilka lat temu robiłam sobie z nim zdjęcie i prosiłam o autograf. Byłam z nim szczęśliwa, ale to już minęło. Pewnie sam chciał być ze mną, bo jestem sławna.  Biegłam i biegłam, aż nagle… zderzyłam się w znanym dla mnie chłopakiem. Spojrzałam w jego szmaragdowe oczy i…

-----------------------------------------
No to macie prolog ;3 Zaraz zacznę pisać 1 rozdział i dodam go albo dziś wieczorem albo jutro. Do zobaczenia!!!

czwartek, 14 maja 2015

Cześć wszystkim!

Hej, założyłam tego bloga by pisać opowiadania o Leonettcie <3 No nie wiem co napisać i tak jeszcze nie mam obserwatorów. Dobra ja kończę bo nie wiem co pisać. Buziaki :*
Moje ulubione zdjęcie :)