Hej Wam, dzisiaj koniec Violetty :( Bardzo zżyłam si z tym serialem przez te 3 lata i nigdy o nich nie zapomnę. Violetta wiele nas nauczyła i nigdy o niej nie zapomnimy. Przepraszam Was baaaaaaaaaaaaaaaaaardzo za to że nie dodaję nowych rozdziałów, ale nie mam weny :( Ale dzisiaj zacznę pisać ( tak bym chciała zrobić). Ja już się nie rozpisuję bo leci Violetta po reklamach. :) :) :)
Wesoła i smutna Emi Verdas.
piątek, 12 czerwca 2015
niedziela, 7 czerwca 2015
Przepraszam.
Przepraszam Was, ze nic nei dodaję. Nie mam weny :( No i juro jade na 3 dni na wycieczkę do Łeby więc jak juz to w czwartek bym coś dodała, bo musze coś napisać oczywiście. W środę to ewnie będę oglądałam poniedziałkowy odcinek Violi, więc nic nie napisze. Przepraszam Bardzo za to, ale chcę się poprawić. Do zobaczenia! :)
piątek, 29 maja 2015
Rozdział 4 - Leć
- Jorge –
Szedłem sobie spokojnie chodnikiem aż w pewnym momencie
wpadła na mnie Martina. Spojrzała na mnie zapłakanymi oczami i przytuliła mnie.
- Tini, co jest? – domyśliłem, się, ze chodzi o Petera, ale
wolałem się upewnić. Ona tylko na mnie spojrzała.
- Ja… zzerwałam z Peterem – gdy to powiedziała, jeszcze
bardziej się rozpłakała.
- Ćśśś. Nie płacz. Usiądźmy na ławce i wszystko mi opowiesz.
- No więc, poszłam do Ppetera i chciałam go pprzeprosić, ale
on ppowiedział, ze chciałam się tylko z Ttobbą pocałować, bbo go nie bbyło -
mówiła przez łzy.
- A ty co o tym myślisz? – zapytałem, bo nie wiedziałem, ze
Peter tak myślał.
- Nie wiem. Ale przecież ja Cię nie kocham. Jesteśmy
przyjaciółmi – powiedziała ze spuszczoną głową. Ja podniosłem jej podbródek.
- Zawsze będziemy przyjaciółmi. Najlepszymi Przyjaciółmi –
pocałowałem ją w policzek i mocno przytuliłem.
- Dziękuję. Ja już pójdę, bo dziewczyny będą się martwić –
powiedziała Martina po uścisku.
- Leć – Uśmiechnąłem się. To miło, że mogę jej pomóc.
- Martina –
Wróciłam do hotelu, ale nikogo nie było. Dziwne. Wzruszyłam
ramionami i weszłam do pokoju. Od razu położyłam się na łóżku bo byłam bardzo
zmęczona. Zaczęłam myśleć o swoim życiu. Dobrze zrobiłam zrywając z Peterem. Z
zmyśleń przerwał mi dźwięk SMSa.
Od Jorge:
Mogę do Ciebie przyjść? Nudzi mi się.
Do Jorge:
A gdzie jest Stephie.?
Od Jorge:
Poszła na zakupy. To mogę przyjść?
Do Jorge:
Jasne c:
Odłożyłam telefon i czekałam. Po 2 minutach chłopak już był.
W sumie mieszka centralnie na de mną i tylko musiał pojechać windą.
- Jestem – powiedział wchodząc do pokoju.
- Wchodź – pokazałam ręką, żeby wszedł. – Too, co Cię
sprowadza?
- Tak po prostu niemiałem co robić, więc przyszedłem. A co
nie mogę? – zaśmiał się. Lubię jego poczucie humoru. To najlepszy Przyjaciel na
Świecie.
- Wiesz, jak w chodziłam do pokoju to nie widziałam nikogo,
a zawsze kręciła się Mechi z Alba albo
chłopacy. A teraz pusto.
- Dziwne. Może są zmęczeni?
- Czym? – czy Jorge coś o tym wie?
- Nie wiem – wzruszył ramionami. Ja zaczęłam coś sprawdzać w
iPhonie, a po chwili coś uderzyło mnie w głowę. – Ał! Tak chcesz się bawić?! No
to zaczynami bitwę na poduszki!!!
Biegaliśmy po całym pokoju i hałasowaliśmy, aż przyszedł
recepcjonista z dołu. Trochę na nas nakrzyczał, ale nie było źle. Zmęczeni
bitwą walnęliśmy się na łóżko. Po tym wszystkim zaczęliśmy się śmiać.
- Czy my jesteśmy z jakiegoś wariatkowa?! - zapytałam przez śmiech.
- A na to wygląda?
- Chyba tak. Heh.
Nastała cisza. Nasze oczy zetknęły się i coraz bardziej
zbliżaliśmy się do siebie. Zostało kilka milimetrów by się złączyły…
--------------------------------------
Tak jak napisałam wcześniej rozdział jest! Jestem taaakaaa szczęśliwa, ze dostałam się do tej klasy! A co do rozdziału: Czy Jortini się pocałuje? I dlaczego nikogo nie było? Tego dowiecie się już niedługo!
DOSTAŁAM SIĘ!!!
Dostałam się, dostałam się, dostałam się! Dostałam się do klasy dwujęzycznej w gimnazjum!!!! Hurra!!!!! Dlatego dzisiaj dodam nowy rozdział!!! Tylko szkoda, że tylko 1 osoba jest, która to czyta :( . Ale nie mogę się smucić skoro taki fajny dzień!!! Jeszcze moja sis się dostała, ale nie dostała się moja koleżanka. Szkoda.
PS. Wie ktoś jak się wybić z blogiem?
PS. Wie ktoś jak się wybić z blogiem?
wtorek, 26 maja 2015
Rozdział 3 - Zrywam z tobą!
- Martina -
Gdy usłyszałam głos Petera odskoczyłam jak poparzona od
Jorge.
- To nie tak jak myślisz! – chciałam za nim pobiec, ale on
już wyszedł.
- Nie warto – pocieszała mnie Mechi.
- Ale to mój chłopak! – łzy cisnęły się mi to oczu a po
chwili poleciały ciurkiem po policzkach. – przepraszam Cię Jorge, mogłam nie
zgadzać się, na ten pocałunek. To moja wina.
- To nie Twoja wina. Ja się zgodziłem na to wyzwanie.
- To jest niczyja wina! – krzyknęła Stephie. – Teraz trzeba
wymyślić coś, żeby Peter Ci uwierzył.
- Dobrze, ale bawmy się dalej. Nie możecie się martwić prze
ze mnie.
Wszyscy zrobili tak jak kazałam.
- Następnego dnia –
Spotkajmy się.
M.
Napisałam sms do Petera.
Boję się jego odpowiedzi. Bo wiem, ze teraz może mi nie zaufać.
Nie.
P.
Dlaczego taki jesteś? Chcę ci tylko to wyjaśnić.
M.
Nie odpowiada mi już 10 minut. Nie wiem, co myśleć.
Dobrze. Przyjdź do mnie za 10 minut.
P.
Szybko, zrobiłam makijaż i poszłam do pokoju nr 353. Chwilę
stałam przed nim, bo bałam się. Po prostu się bałam. Chwilę później zapukałam.
Usłyszałam ciche Proszę, po czym
weszłam.
- Jestem.
- Usiądź – Peter wskazał krzesło obok stołu. Usiadłam na
wyznaczone miejsce.
- Peter…
- Ćsss.
- Eeee. A co to ma znaczyć?
- Pomyśl, co chcesz mi powiedzieć. Pomyśl.
Nie rozumiałam go trochę, ale zrobiłam to, co mi kazał. Nie wiedziałam ile ta cisza ma trwać, więc po
5 minutach zaczęłam mówić.
- Ja wiem, że to, co zobaczyłeś nie było fajne, ale to nie
tak jak myślisz.
- Każdy tak mówi – prychnął. No nie mogę. Ja chcę go
przeprosić, a on takie coś odwala?! – Tylko wiesz, co mnie naprawdę dziwi?
- … Co?
- To, że Stephie to widziała! I nic sobie z tego nie robiła!
- Graliśmy w butelkę, to było tylko wyzwanie! A ona się zgodziła!
- A ty to zrobiłaś, bo nie było mnie, prawda? – chciałam cos
powiedzieć, ale on był szybszy. – Bo wiedziałaś, że gdybym tam był, to bym Ci
nie pozwolił!
Nie wiedziałam co powiedzieć. Po prostu mnie zatkało. Bałam
się go. Jeszcze nigdy nie widziałam, go w takim stanie. A jeśli to prawda, że
jednak zgodziłam się na ten pocałunek, bo JEGO nie było? Nie, nie, nie. Już
sama nie wiem. Spojrzałam na niego i chyba się uspokoił, ale ja jako, ze
najpierw mówię wybuchłam.
- Ja przychodzę do ciebie z przeprosinami, a ty takie cos
odstawiasz?! Myślałam, ze znam mojego chłopaka!
- Martina uspokój się! – nie powiedział zdrobnienia mojego
imienia. – Przed chwilą chciałem Ci wybaczyć.
- Ale ja chyba tobie nie. Wiesz, to dziwne, że nie mogłeś
przyjechać wcześniej, a wczoraj przyjechałeś, akurat w tamtym momencie! Masz
jakiegoś detektywa, czy co?! Potrzebowałam cię, a ty się nie pojawiłeś. – Już
miałam wychodzić, ale usłyszałam jego głos.
- narrator –
- Proszę zostań!- zawołał.
- Nie byłeś ze mną w jednym z najważniejszych dni mojego
życia! – łzy zaczęły spływać jej po policzkach.
- Dobrze wiesz, że nie mogłem.
- Nawet nie złożyłeś mi życzeń!
- Złożyłem!
- 2 dni po! Jesteś najgorszy! Nienawidzę Cię!
- Wysłuchaj mnie, chociaż!
- Nie! I wiesz, co? Zrywam z tobą!
- To zbyt pochopna decyzja, przemyśl ją!
- Zapomnij o mnie.
Dziewczyna odeszła, a on został w pokoju. Zrobił głupstwo
i wiedział, że zbyt szybko nigdy mu nie wybaczy, ale będzie o nią walczyć.
- Martina -
Pobiegłam, w stronę parku – tam gdzie wszystko się zaczęło. Po co z nim byłam? Jeszcze kilka lat temu robiłam sobie z nim zdjęcie i prosiłam o autograf. Byłam z nim szczęśliwa, ale to już minęło. Pewnie sam chciał być ze mną, bo jestem sławna. Biegłam i biegłam, aż nagle… zderzyłam się w znanym dla mnie chłopakiem. Spojrzałam w jego szmaragdowe oczy i… przytuliłam się. Potrzebowałam tego. Bardzo zabolało mnie to, jak potraktował mnie Peter.----------------------------
Heja! Jest 3 rozdział! Napisałam go wczoraj, ale musiałam potem iść spać. Tak w ogóle dodałam blokadę na kopiowanie (sorry), bo ten gif to musiałam sama zrobić, bo nie mogłam znaleźć! W ogóle zastosowałam to, żeby nie kopiować tego co piszę. A i pewnie zauważyliście że końcówką jest z prologu. Musiałam tylko trochę pozmieniać m.in. w prologu ten chłopak ( czyli Peter) został na ławce a nie w pokoju, ale jak bym teraz tak zrobiła, to by się nie kleiło. W każdym razie wiecie o co chodzi :) Dobra ja już kończę bo jutro mam egzamin!!!
niedziela, 24 maja 2015
.
... Wiem, wiem, nie ma nowego rozdziału, a tyle inf ( dobrze napisałam? xd). Po prostu nie mam CZASU. Musiałam zrobić prezentację na polaka, byłam dzisiaj w Mosinie na biegach, a najbardziej straszną rzeczą jest to, że w środę mam test do klasy dwujęzycznej w gimnazjum! Bardzo się boję i muszę się przygotować. Jeśli dzisiaj skończę prezentację, to zacznę pisać rozdział 3. Jak na razie to tyle.
wtorek, 19 maja 2015
Strony
Hej! ( Znowu dziś) Dodałam stronę z rozdziałami teraźniejszego opowiadania. Teraz wiadomo jak się nazywa: ,, Miłość w realu cz w serialu?'' Wiem, sensowniej byłoby napisać najpierw w serialu a potem w realu bo pisze o nich jakby z reala a nie w serialu. ale tak się rymowało bardziej, no. Więc, tak no, nie wiem co pisać. W ogóle dzięki ci Rox xy, że czytasz mój blog ( chyba jako jedyna). A1 Jeszcze chciałam powiedzieć, ze wczoraj albo przedwczoraj odblokowałam komentarze dla anonimów. Dlatego jeśli czytasz ten post i jesteś anonimem, to pozostaw po sobie ślad i daj koma!!!
Komentarz = MOTYWACJA, MOTYWACJA, MOTYWACJA!
Komentarz = MOTYWACJA, MOTYWACJA, MOTYWACJA!
Zakładki
Heja! Dodałam nowe zakładki z blogami, które czytam! Może jest tam Twój blog? Jeśli tak, to wiedz, że codziennie czytam Twój blog i bardzo mi się podoba. Na razie jest ich 8, ale może być ich więcej :D
poniedziałek, 18 maja 2015
Rozdział 2 - Co to ma znaczyć?!
*
Następnego dnia, godz.15.00 *
- Martina -
Właśnie
szykuję się na imprezę, przyszły do mnie Mechi, Cande i Alba i wszystkie
zaczęły mnie pytać o związek z Peterem. Nie chciałam im nic mówić, to jest moja
sprawa i one nie powinny się wtrącać.
- Zróbmy
sobie makijaż za 2 godz. Impreza – zmieniłam temat.
- Nie
wymiguj mi się tu – spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem Mercedes. – No, ale
dobra. Zróbmy sobie ten makijaż.
Po godzinie
wszystkie byłyśmy gotowe. Poszłyśmy do miejsca Party i zaczęłyśmy szykować
stół, i inne rzeczy. Po pół godzinie wszystko było gotowe.
- No, to
teraz tylko czekać na gości – poinformowała Alba. Chwilę potem usłyszałyśmy
pierwszy dzwonek. Otworzyłam drzwi, w których stał Jorge ze Stephie.
- Wejdźcie
– powiedziałam i uśmiechnęłam się do nich.
Po kilku minutach zaczęli schodzić się inni. O 17.00 byli już wszyscy.
- Skoro już
jesteśmy wszyscy, to może na początek... - chwilę myślałam, co by tu można na
początek imprezy zrobić. - może karaoke?
- Tak, yhy,
super! - mówili inni.
- Dobra,
ale ja zrobiłam tak, że losujemy duety. Po kolei podałam osobom. Cande zaśpiewa
z Samu, Alba z Facu, Stephie z Ruggo, Mechi z Diego, a ja z Jorge! Cieszyłam
się bo nasz duet w serialu jak i w realu jest, no... fajny? Tak, fajny.
- To, kto
zaczyna? - zapytałem. Wszyscy mówili, że ja i Jorge. My się zgodziliśmy, jak
mus to mus. W sumie nawet spoko. Weszliśmy na scenę i zaczęliśmy śpiewać ,,
Podemos''
No soy ave para volar
Y en un cuadro no sé pintar
No soy poeta, escultor
Tan sólo soy lo que soy
Las estrellas no sé leer
Y la luna no bajaré
No soy el cielo, ni el sol
Tan sólo soy
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr, prueba imaginar
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar iee eé
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.
No soy el sol que se pone en el mar
No sé nada que esté por pasar
No soy un príncipe azul
Tan sólo soy
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr (lo puedes lograr...), prueba imaginar
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
No es el destino
Ni la suerte que vino por mí
Lo imaginamos y la magia te trajo hasta aquí
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeey
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.
No soy poeta, escultor
Tan sólo soy lo que soy
Las estrellas no sé leer
Y la luna no bajaré
No soy el cielo, ni el sol
Tan sólo soy
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr, prueba imaginar
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar iee eé
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.
No soy el sol que se pone en el mar
No sé nada que esté por pasar
No soy un príncipe azul
Tan sólo soy
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr (lo puedes lograr...), prueba imaginar
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
No es el destino
Ni la suerte que vino por mí
Lo imaginamos y la magia te trajo hasta aquí
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeey
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.
Na końcu
patrzyliśmy sobie w oczy chyba z 5 sekund. Trochę zawstydzeni zeszliśmy z małej
sceny (która była w tym pomieszczeniu), kiedy usłyszeliśmy brawa. Jorge poszedł
do swojej dziewczyny i ją pocałował, a ja do Cande , Mechi i Alby. Czemu czułam
się dziwnie? Czyżbym się... nie to niemożliwe. Zakochałam się w Jorge?!?!?! Ja
mam chłopaka! Okej, już nie użalam się nad sobą. Potem śpiewali inni, a
następnie Mechi powiedziała:
- Zagrajmy
w butelkę!! - na początku mało osób chciało, no ale dobra zgodziliśmy się.
Pierwsza kręciła Stephie. Wypadło na Mechi.
- Tak
chciałam, żeby na ciebie wypadło! Dobra ok. to pytanie czy wyzwanie?
- Zawsze
wybierałam wyzwanie, więc.. niech będzie pytanie.
- No dobra.
To może.. może. Trudne to. Hm.... o już wiem! Czy ciągle kochasz Xabiego? -
wszyscy spojrzeliśmy na nią. Ciekawe, co odpowie - TAK czy NIE?
- Em no...
- zacięła się. Wiedzieliśmy już, że go nie kocha. - No e.... dobra muszę
powiedzieć prawdę. Nie kocham go, ale chyba mu to nie powiecie? - Facu włączył
komórkę i chciał zrobić kawał Mercedes. - Ej!
- No już
dobrze, chciałem ci zrobić tylko żart.
- Phi! -
Udała obrażona i zakręciła butelką. Wypadło na Jorge.
- Pytanie
czy wyzwanie?
- Niech
będzie wyzwanie.
- Hm... o
już wiem hy hy hy -zobaczyliśmy jej złowieszcze iskierki w oczach. To nie wróżyło nic
dobrego. - Pocałuj się z... Tini!
- Co?! -
Krzyknęliśmy razem.
- No, co?
Jakoś w serialu wszystko było w porządku. Przecież to tylko pocałunek na niby.
- No dobra
mogę, ale tylko jak Stephie się zgodzi - Powiedziała. Miałam na dzieję, ze się
właśnie Nie zgodzi. Na marne.
- Możecie,
przecież jest na niby, a wy nic do siebie nie czujecie.
- Ale
jeszcze jedno! - Co ta Mechi jeszcze wymyśli!? - z języczkiem hy hy.
- Ugh.
Musieliśmy
to zrobić, bo Mechi jest nieugięta. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i
wolno przysuwaliśmy się do siebie. Nasze wargi złączyły się. Poczułam… motylki
w brzuchu. Czy ja się w nim… zakochałam?! Nie, nie, nie. No jeszcze języki.
Tak, wepchnął swojego w moje usta i w tym
momencie…
-
Martina?!!! Co to ma znaczyć?!
------------------------------
Rozdział 2! Pocałunek Martiny i Jorge! No na niby, ale co z tego wyniknie? I kto niespodziewanie przyszedł? W ogóle oglądam sobie teraz Violettę!!! Leonetta pogodziła się! Chociaż szkoda, ze są tylko przyjaciółmi. Ale to nic. Komentarze mile widziane! :)
piątek, 15 maja 2015
Rozdział 1 - Związek z Peterem
Jestem Martina, Martina Stoessel, gram grałam w serialu Violetta, który jest znany na całym świecie. Skończyliśmy kręcić wszystkie odcinki i zaczęliśmy trasę Koncertową – Violetta Live. Byłam bardzo podekscytowana, ponieważ była to OSTATNIA TAKA TRASA. Trochę to smutne, ale przecież wszystko ma swój kres. 21 marca – MOJE URODZINY! To było takie ekscytujące, w pewnej chwili podczas koncertu na scenie przywieziono tort z piękną świeczką 18 . Nie mogłam uwierzyć, że wszyscy tak się postarali, dzieci na widowni wymachiwały fioletowymi kartkami i krzyczały Feliz cumple Tini! Byłam bardzo wzruszona, to były moje najlepsze urodziny w życiu! … No tak, ale nie było na nich jednej z najważniejszych osób w moim życiu – Petera. Wiedziałam, że nie może przyjechać, ale jednak byłam smutna. Tego dnia nawet nie złożył mi życzeń! No dobra zadzwonił, ale 2 dni później! W sumie, chociaż coś, ale i tak byłam smutna.
* Miesiąc później *
- Jorge –
Właśnie skończyły się koncerty, smutne, ale prawdziwe. Martina byłą jakaś przygnębiona po swoich urodzinach. Wiedziałem że ma to związek z Peterem. Kiedy byliśmy na lotnisku a Stephie rozmawiała z Mechi, Albą i Cande podszedłem do Tini.
- Coś nie tak? Jesteś jakaś smutna.
- Nie nic, to tylko zmęczenie po koncertach.
- Tini, znam Cię i wiem, że coś jest na rzeczy. Mi możesz powiedzieć, przecież jestem Twoim przyjacielem.
- No… - zaczęła. – Kiedy miałam urodziny nie było przy mnie Petera a życzenia złożył mi 2 dni później! – Martina wtuliła się w mój tors i zaczęła płakać. Po chwili jednak odsunęła się ode mnie, bo ludzie zaczęli się gapić. Do mnie podeszła Stephie, pociągnęła mnie trochę dalej, w miejsce gdzie nie było ludzi.
- Co jej jest?
- Peter.
- Wiedziałam! Ona przez niego się wykończy. Niby jej chłopak, a w ogóle się nią nie opiekuje. Ty za to jesteś inny – pocałowała mnie i poszliśmy do reszty. Po chwili szepnąłem do Mercedes.
- Wiedziałaś?
- Yhym. Dla niej to trudne, więc trzeba jej pomóc – zaczęła. – Wiesz co? Ja na jej miejscu rzuciłabym tego Petera i już! Przecież nie może ciągle być taka… no taka…
- Przygnębiona?
- Z ust mi to wyjąłeś.
- Martina –
Widziałam, jak Jorge rozmawiał o czymś z Mechi. Pewnie o mnie. Super, znowu prze ze mnie muszą się denerwować. Po chwili wszyscy usłyszeliśmy dźwięk: Proszę udac się do wejścia 5 za 15 minut odbędzie się odprawa a potem lot do Buenos Aires. Szybko wykonaliśmy polecenie i udaliśmy się do wyznaczonego miejsca. Po 15 minutach byliśmy już w samolocie. Ja usiadła z Mechi, Cande z Albą, Stephie z Clarą, Jorge z Diego, Facu z Rugo, a Samu sam. Mercedes za wszelka cenę chciała coś ze mnie wyciągnąć, ale byłam nieugięta. Założyłam słuchawki na uszy i rozkoszowałam się muzyką. Mechi zrezygnowana zaczęła czytać książkę.
* 5 godzin później *
- Cande –
Byliśmy już na lotnisku. Tak cieszyłam się, że jesteśmy już na miejscu. W naszym rodzinnym mieście! Razem z Ruggero trzymając się za ręce poszliśmy do pobliskiej kafejki. Rugo komplementował mnie i prawił ciepłe słówka, a ja dostałąm rumieńców na twarzy.
- Pięknie się rumienisz – powiedział. A ja wyglądałam jak burak.
- Oj już przestań – odpowiedziałam speszona. Po chwili zadzwoniła do mnie Alba.
- Halo?
- Hej Cande. Martina powiedziała, że mamy przyjść do tymczasowego hotelu, no wiesz, który.
- Wiem, wiem. Ale w jakiej sprawie?
- Nie powiedziała, ale mamy tam być.
- Okej, zaraz będziemy. – Odłączyłam się i spojrzałam na Ruggero. – Chyba z naszej randki nici.
- Czemu.. tak chciałem poczuć smak Twojej szminki – chłopak zaczął przysuwać się do mnie, ale w porę umknęłam od pocałunku.
- Mamy iść do hotelu bo Martina chciała nam coś powiedzieć i już mówię, że nie wiem co.
- No dobrze chodźmy. Ale dasz mi buziaka prawda?
- Tak – pocałowałam namiętnie jego usta i jego język powoli wpychał się do mojej buzi, ale ja nie dałam się i odkleiłam się od niego. – Eee, nie zasłużyłeś. Chodźmy.
Po chwili byliśmy na miejscu. Gdy weszliśmy do środka, koło recepcji było już sporo naszych znajomych.
- Martina –
Kiedy Cande i Ruggo przyszli ruchem ręki pokazałam, że wszyscy mają iść za mną. Po chwili znajdowaliśmy się w małym holu. Weszłam na podest stojący tam.
- Słuchajcie, chciałam Was zaprosić na imprezkę, którą będę organizowała jutro od godz.17.00 Bedzie tutaj – Pokazałam im, że za ścianą, którą można odsunąć znajduje się kuchnia i barek. Po minach osób zauważyłam, że pomysł im się podoba. Nie przedłużając powiedziałam im, że nie mają przynosić przekąsek, bo będą tutaj. Już po chwili wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Ja także udałam się do swojego. Otworzyłam drzwi i od razu położyłam się na łóżku. Zaczęłam myśleć nad swoim życiem i związkiem z Peterem. Czy mam go zakończyć?
--------------------------------------------
Dam dam dam - Pierwszy rozdział!!! Fajny? I od razu przepraszam, że nie o Leonettcie, ale miałam chęć pisać o Martinie i Jorgeee. Zobaczymy co będzie na imprezce! Czekajcie na rozdział 2 !!!
* Miesiąc później *
- Jorge –
Właśnie skończyły się koncerty, smutne, ale prawdziwe. Martina byłą jakaś przygnębiona po swoich urodzinach. Wiedziałem że ma to związek z Peterem. Kiedy byliśmy na lotnisku a Stephie rozmawiała z Mechi, Albą i Cande podszedłem do Tini.
- Coś nie tak? Jesteś jakaś smutna.
- Nie nic, to tylko zmęczenie po koncertach.
- Tini, znam Cię i wiem, że coś jest na rzeczy. Mi możesz powiedzieć, przecież jestem Twoim przyjacielem.
- No… - zaczęła. – Kiedy miałam urodziny nie było przy mnie Petera a życzenia złożył mi 2 dni później! – Martina wtuliła się w mój tors i zaczęła płakać. Po chwili jednak odsunęła się ode mnie, bo ludzie zaczęli się gapić. Do mnie podeszła Stephie, pociągnęła mnie trochę dalej, w miejsce gdzie nie było ludzi.
- Co jej jest?
- Peter.
- Wiedziałam! Ona przez niego się wykończy. Niby jej chłopak, a w ogóle się nią nie opiekuje. Ty za to jesteś inny – pocałowała mnie i poszliśmy do reszty. Po chwili szepnąłem do Mercedes.
- Wiedziałaś?
- Yhym. Dla niej to trudne, więc trzeba jej pomóc – zaczęła. – Wiesz co? Ja na jej miejscu rzuciłabym tego Petera i już! Przecież nie może ciągle być taka… no taka…
- Przygnębiona?
- Z ust mi to wyjąłeś.
- Martina –
Widziałam, jak Jorge rozmawiał o czymś z Mechi. Pewnie o mnie. Super, znowu prze ze mnie muszą się denerwować. Po chwili wszyscy usłyszeliśmy dźwięk: Proszę udac się do wejścia 5 za 15 minut odbędzie się odprawa a potem lot do Buenos Aires. Szybko wykonaliśmy polecenie i udaliśmy się do wyznaczonego miejsca. Po 15 minutach byliśmy już w samolocie. Ja usiadła z Mechi, Cande z Albą, Stephie z Clarą, Jorge z Diego, Facu z Rugo, a Samu sam. Mercedes za wszelka cenę chciała coś ze mnie wyciągnąć, ale byłam nieugięta. Założyłam słuchawki na uszy i rozkoszowałam się muzyką. Mechi zrezygnowana zaczęła czytać książkę.
* 5 godzin później *
- Cande –
Byliśmy już na lotnisku. Tak cieszyłam się, że jesteśmy już na miejscu. W naszym rodzinnym mieście! Razem z Ruggero trzymając się za ręce poszliśmy do pobliskiej kafejki. Rugo komplementował mnie i prawił ciepłe słówka, a ja dostałąm rumieńców na twarzy.
- Pięknie się rumienisz – powiedział. A ja wyglądałam jak burak.
- Oj już przestań – odpowiedziałam speszona. Po chwili zadzwoniła do mnie Alba.
- Halo?
- Hej Cande. Martina powiedziała, że mamy przyjść do tymczasowego hotelu, no wiesz, który.
- Wiem, wiem. Ale w jakiej sprawie?
- Nie powiedziała, ale mamy tam być.
- Okej, zaraz będziemy. – Odłączyłam się i spojrzałam na Ruggero. – Chyba z naszej randki nici.
- Czemu.. tak chciałem poczuć smak Twojej szminki – chłopak zaczął przysuwać się do mnie, ale w porę umknęłam od pocałunku.
- Mamy iść do hotelu bo Martina chciała nam coś powiedzieć i już mówię, że nie wiem co.
- No dobrze chodźmy. Ale dasz mi buziaka prawda?
- Tak – pocałowałam namiętnie jego usta i jego język powoli wpychał się do mojej buzi, ale ja nie dałam się i odkleiłam się od niego. – Eee, nie zasłużyłeś. Chodźmy.
Po chwili byliśmy na miejscu. Gdy weszliśmy do środka, koło recepcji było już sporo naszych znajomych.
- Martina –
Kiedy Cande i Ruggo przyszli ruchem ręki pokazałam, że wszyscy mają iść za mną. Po chwili znajdowaliśmy się w małym holu. Weszłam na podest stojący tam.
- Słuchajcie, chciałam Was zaprosić na imprezkę, którą będę organizowała jutro od godz.17.00 Bedzie tutaj – Pokazałam im, że za ścianą, którą można odsunąć znajduje się kuchnia i barek. Po minach osób zauważyłam, że pomysł im się podoba. Nie przedłużając powiedziałam im, że nie mają przynosić przekąsek, bo będą tutaj. Już po chwili wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Ja także udałam się do swojego. Otworzyłam drzwi i od razu położyłam się na łóżku. Zaczęłam myśleć nad swoim życiem i związkiem z Peterem. Czy mam go zakończyć?
--------------------------------------------
Dam dam dam - Pierwszy rozdział!!! Fajny? I od razu przepraszam, że nie o Leonettcie, ale miałam chęć pisać o Martinie i Jorgeee. Zobaczymy co będzie na imprezce! Czekajcie na rozdział 2 !!!
Prolog.
- Proszę zostań!- zawołał.
- Nie byłeś ze mną w jednym z najważniejszych dni mojego życia! – łzy zaczęły spływać jej po policzkach.
- Dobrze wiesz że nie mogłem.
- Nawet nie złożyłeś mi życzeń!
- Złożyłem!
- 2 dni po! Jesteś najgorszy! Nienawidzę Cię!
- Wysłuchaj mnie chociaż!
- Nie! I wiesz co? Zrywam z tobą!
- To zbyt pochopna decyzja, przemyśl ją!
- Zapomnij o mnie.
Dziewczyna odeszła, a on został na ławce. Zrobił głupstwo i wiedział, żezbyt szybko nigdy mu nie wybaczy, ale będzie o nią walczyć.
- - -
Pobiegłam, w stronę parku – tam gdzie wszystko się zaczęło. Po co z nim byłam? Jeszcze kilka lat temu robiłam sobie z nim zdjęcie i prosiłam o autograf. Byłam z nim szczęśliwa, ale to już minęło. Pewnie sam chciał być ze mną, bo jestem sławna. Biegłam i biegłam, aż nagle… zderzyłam się w znanym dla mnie chłopakiem. Spojrzałam w jego szmaragdowe oczy i…
-----------------------------------------
No to macie prolog ;3 Zaraz zacznę pisać 1 rozdział i dodam go albo dziś wieczorem albo jutro. Do zobaczenia!!!
- Nie byłeś ze mną w jednym z najważniejszych dni mojego życia! – łzy zaczęły spływać jej po policzkach.
- Dobrze wiesz że nie mogłem.
- Nawet nie złożyłeś mi życzeń!
- Złożyłem!
- 2 dni po! Jesteś najgorszy! Nienawidzę Cię!
- Wysłuchaj mnie chociaż!
- Nie! I wiesz co? Zrywam z tobą!
- To zbyt pochopna decyzja, przemyśl ją!
- Zapomnij o mnie.
Dziewczyna odeszła, a on został na ławce. Zrobił głupstwo i wiedział, że
- - -
Pobiegłam, w stronę parku – tam gdzie wszystko się zaczęło. Po co z nim byłam? Jeszcze kilka lat temu robiłam sobie z nim zdjęcie i prosiłam o autograf. Byłam z nim szczęśliwa, ale to już minęło. Pewnie sam chciał być ze mną, bo jestem sławna. Biegłam i biegłam, aż nagle… zderzyłam się w znanym dla mnie chłopakiem. Spojrzałam w jego szmaragdowe oczy i…
-----------------------------------------
No to macie prolog ;3 Zaraz zacznę pisać 1 rozdział i dodam go albo dziś wieczorem albo jutro. Do zobaczenia!!!
czwartek, 14 maja 2015
Cześć wszystkim!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



